Każdy ma swoją wizję idealnych Świąt – od potraw, poprzez dekoracje, do tego z kim chcemy je spędzić. Ja nie lubię dekoracyjnego przepychu, nie lubię wielokolorowych choinek, nie lubię sztucznych imitacji. Moje mieszkanie jest urządzane w stylu eklektycznym, bazującym na skandynawskim. Ale nie mam tu na myśli „polish-scandi”, tylko całą filozofię urządzania wnętrza, zaczerpniętą od mieszkańców mroźnej północy. Kiedyś będzie więcej o tym.

Do rzeczy – bazą mojej dekoracji są białe zwyczajne lampki oraz prawdziwe iglaki – mały świerk w doniczce i gałęzie z jodły (mojej własnej, tej co widać z okna w pokoju dziennym, i tak trzeba było je przyciąć, bo szorowały o elewację budynku). Poza tym zauroczyły mnie gwiazdy z Ikei, więc mam aż trzy (seria strala z dziwnym a) – dwie szare o średnicy 70cm i jedną dużą białą (100cm średnicy). Są naprawdę efektowne, i wbrew pozorom po złożeniu zajmują bardzo mało miejsca. Oprócz tego są jeszcze świece i lampiony, ale to jest u mnie w mieszkaniu zawsze. Wykorzystałam również „cotton light balls”. Z dekoracji wybitnie świątecznych mam tylko dwa złote jelonki (którym nie mogłam się oprzeć) i duże naturalne szyszki (z castoramy, 3zł za sztukę). Kolorystycznie postawiłam na naturalność, ale jest trochę czerwieni (dwie czerwone poisencje i świece). Zapraszam do siebie 🙂