Kamper – kusząca idea. Możesz mieć pojazd, którym możesz zwiedzać świat, z miejscem do spania i gotowania, z innym widokiem każdego dnia. Od teraz nic nie będzie cię ograniczać – możesz nocować gdzie chcesz, całkowicie za darmo, mając wszystko czego potrzebujesz w zasięgu ręki. Brzmi nieźle, prawda? Spełnienie marzeń wielu ludzi. Chcecie wiedzieć, jak jest naprawdę? No, nie jest różowo – właściwie to rzeczywistość w tym aspekcie okazuje się być wyjątkowo podła. Poznajcie prawdę, która rozwieje marzenia w pył. I to nie żaden gwiezdny pył, tylko w popiół. 

Kolacja z widokiem na Tatry - Słowacja

Kolacja z widokiem na Tatry – Słowacja

Pierwszy krąg piekła – zakup pojazdu

Jeżeli kupowaliście kiedykolwiek używany samochód, to wiecie ile czasu i wysiłku trzeba włożyć, żeby znaleźć uczciwego sprzedawcę. Początkowo każde autko to przecież igła, z niskim przebiegiem i wypucowanym na błysk silnikiem. To teraz wyobraźcie sobie, że kupienie auta użytkowego, jakim jest bus, to wielokrotnie większe wyzwanie. Wybierasz sobie konkretny model – wydaje ci się, że masz całkiem spory wybór. Oglądasz te wszystkie busy, juz widzisz oczami wyobraźni, jak jedziesz w wymarzoną podróż. Już witasz się z gąską, jeszcze jeden krok… I dupa. A właściwie to kupa. Kupa złomu – rdza wyłazi spod pacniętej na szybko farby, auto ledwo odpala, wszystko wygląda tragicznie. No nic – nie poddajesz się, masz jeszcze kilka innych samochodów do obejrzenia. Mija kilka tygodni i dociera do ciebie, że ten spory wybór, to tak naprawdę dżuma kontra cholera, ostatecznie możesz wybrać pojazd w najlepszym stanie technicznym z najgorszych. Tak też robisz – wsiadasz w brzydkie kaczątko z nadzieją, że rychło przeobrazi się w łabędzia i pędzisz nowym nabytkiem do domu… Właśnie wstępujesz w pierwszy krąg piekła wyjęty żywcem z Dantego. Już wiesz, że w tym roku nigdzie nie wyjedziesz – łańcuch rozrządu do wymiany, a przy okazji silnik do generalnego remontu. No nic – już wiesz, że stan techniczny deklarowany przez sprzedającego mija się z rzeczywistością, niczym obietnice składane przez polityków. Nagle koszt rośnie gwałtownie – ok 5 tys na zakup i drugie tyle na naprawę. A nadal masz kupę rdzy na kołach. No nic, można było niby pojechać za to do Tajlandii na miesiąc, ale przecież masz marzenia – nadal widzisz siebie podróżującego po świecie swoim białym rumakiem. Nie poddasz się. Oj nie… 

Drugi krąg piekła –  taniec z warsztatami

Jak już odbierasz auto z warsztatu, okazuje się, że zaskoczył cię grudzień. Myśl pozytywnie – masz tyyyyle czasu na zrobienie zabudowy i drobne naprawy przed początkiem sezonu. Nie od razu Rzym zbudowano, prawda? No niby prawda. Na wiosnę ruszasz do pracy – okazuje się, że jednak remont silnika to nie była jedyna naprawa, którą musisz koniecznie zrobić przed swoim pierwszym wyjazdem. Są jeszcze hamulce – nie chcesz przecież zginąć, nie? To nie byłoby profesjonalne, a z pewnością nie zgadza się z tym obrazem, który masz jeszcze w głowie. Ile kosztują naprawy starym w busie, z dużą dostępnością części? No wyrobisz się przecież, spokojnie – dopiero marzec. Mina ci się zmienia, jak odbierasz auto z warsztatu po wszystkich koniecznie niezbędnych naprawach, lżejszy o kolejne 3, czy 4 tysiące. Już nawet nie pamiętasz ile. Marzyła ci się Norwegia w tym roku, ale szybko kalkulujesz, że jednak uwielbiasz Mazury. Uwielbiasz naprawdę tak bardzo, że Norwegia blednie przy nich niczym młody wampir. Zabudowa wygląda niczym desygnat frazy „under construction”, ale widoki są przecież ważniejsze, nie? Więc wyjeżdżasz swoim brzydkim kaczątkiem o 4 rano czasu śląskiego, bo liczysz że dotrzesz do celu na godzinę 16.00. Biorąc pod uwagę dystans i średnią prędkość twojego rumaka, to naprawdę realne. Ale około godziny 11 w stolicy naszego cudownego kraju, pęka ci opona. Żyjesz, nic sie nie stało. Poza tym, że utknąłeś w warsztacie w Markach, okazuje się że do wymiany jest cały komplet opon, a temperatura wynosi już 32 stopnie. Upalne lato to było, naprawdę upalne. Jakieś trzy godziny czekasz na wymianę, kosztuje cię to ok. 2 tysięcy złotych (opony do busa tanie nie są), jest godzina 15.00 i 35 stopni – dobra wiadomość? Nie musisz stać w korku w Markach. Wygląda jak najgorszy dzień w życiu. Do celu docierasz po godzinie 21.00, oglądasz zachód słońca pod Piszem. Najgorsze mamy za sobą, nie? Tak poza tym to jest piątek i zaczynasz swój urlop. Następnego dnia szukasz miejsca nad jakimś jeziorem, ale nie dojeżdżasz tam. Pamiętasz te hamulce robione w warsztacie, nie? No to przewód hamulcowy właśnie pękł, ale na szczęście – jesteś w okolicach leśnej drogi. Wiesz, że warsztaty nie są czynne w soboty i niedziele, więc spędzasz upalny weekend nie nad jeziorem, ale w lesie. Łamiesz przy okazji kilka przepisów, ale w sumie nie masz wpływu na to i tak – pozwól się ponieść prądom brutalnej rzeczywistości. W poniedziałek rano lądujesz w Piszu. Małe, urocze miasteczko na Mazurach. Ta, zwłaszcza jak musisz kilka kolejnych godzin spędzić w warsztacie, który jest z widokiem na market i jakieś przemysłowe tereny. No miodzio – Norwegia jest brzydka jak noc przy wzruszająco pięknych mazurskich widokach. Dociera do ciebie, że to czwarty dzień urlopu, a ty nie widziałeś jeszcze jeziora. Przewód hamulcowy szczęśliwie naprawiony (nie obyło się bez problemów, a jakże) i ruszasz w swoją podróż. Upał kończy się zjawiskową burzą, czujesz się niczym biblijny Hiob, nad którym Bóg się wreszcie zlitował. Spędzasz na Mazurach kolejne dwa tygodnie bez większych problemów (głównie na polach namiotowych, bo w międzyczasie padła pompa wody). Jest fajnie. Postanawiasz dopracować swoją zabudowę po powrocie, by juz w następnym sezonie ruszyć do Norwegii. Ale nie może być tak pięknie, prawda? No prawda…

Nocleg w Sudetach

Nocleg w Sudetach

Trzeci krąg piekła – taniec z warsztatami część druga

Nadchodzi marzec. Jedziesz do warsztatu, żeby być pewnym, że samochód podczas wymarzonej podróży będzie w dobrym stanie technicznym – nie chcesz gdzieś utknąć w drodze na Nordkapp, nie? Teraz sobie przypominasz o tym, że kupiłeś busa w najlepszym stanie z najgorszych, ale zaczynasz już szczerze w to wątpić. Mechanik twierdzi, że trzeba jeszcze zrobić to i owo, w sumie jakieś 7 tysięcy. A że jeszcze pompę by się przydało wymienić, ale to kolejne 5 tysięcy. Jednak nie jest to niezbędne. Wybierasz opcję numer 1 i Norwegię wymieniasz po cichu na Finlandię – bo już wiesz, że musisz wyjazd z początku lipca przesunąć na początek sierpnia. Szczęśliwy odbierasz pojazd, montujesz kupioną wcześniej na allegro starą lodówkę, i jedziesz na jazdę testową na weekend na Słowację. Jedziesz… po 30 km samochód bez powodu gaśnie. I nie odpala. Jakim cudem coś może być nie tak? Przecież mieli naprawić WSZYSTKO. Ale dobra, po przymusowym postoju, trwającym kilkanaście minut, bus odpala i z niepokojem jedziesz dalej. Na Słowacji było jak zwykle – widowiskowo. Nocleg pod Tatrami, żadnych ludzi wokół, wreszcie sen zaczyna się spełniać. Planujesz szczegóły swojej miesięcznej wyprawy do Finlandii. Jednak podczas drogi powrotnej, samochód znowu staje. I zanim dojeżdżasz do domu dzieje się tak jeszcze dwa razy. Właśnie masz ochotę palnąć sobie w łeb, Finlandia właśnie odjechała daleko poza zasięg, bo już wiesz, że czeka cię kolejne posiedzenie w warsztacie. Teraz juz nauczony doświadczeniem, wybierasz innego mechanika. Znajomi i rodzina nie wierzą, że zostawiłeś taką kwotę za naprawę tak starego auta. W głowie kołacze się myśl, że trzeba było spędzić miesiąc na Malediwach, zamiast śnić o podróżach kamperem. Ale masz jeszcze szansę – zawsze chciałeś pojechać do Rumunii, przejechać się trasą transfogarską i zobaczyć zamki Draculi. Masz jeszcze czas – jest sierpień, jak odbierzesz auto z warsztatu, to zdążysz przed zamknięciem górskich tras. Ale nie może być tak dobrze, nie? Po tygodniu sprawdzasz co tam z twoim busem – jeszcze nie zaczęli. Juz się niepokoisz. Po dwóch już wiesz, że nie zdążysz do Rumunii – auto nadal czeka na swoją kolej w warsztacie. Postanawiasz jechać swoim małym autkiem klasy B na Mazury, bo gdzieś wyjechać trzeba, żeby nie zwariować. Znowu Mazury… Już się nie pocieszasz, juz wiesz że jest źle. Wracasz do domu po dwutygodniowym urlopie, a bus nadal gdzie? W warsztacie. Nie liczysz już na nic – jest koniec września, pogoda nie napawa optymizmem, żeby jeszcze gdzieś w tym roku wyjechać koniecznie musisz zainwestować w ogrzewanie z Trumy. Ostatecznie okazało się, że bak paliwa trzeba było wymienić. Bus spędził w warsztacie 6 tygodni – wraca sprawny i wreszcie gotowy do jazdy. Ale ty masz już dość. Nie planujesz juz w sumie nic, bo gdzie można pojechać w grudniu? 

Powiew nadziei

Po kolejnym testowym wyjeździe w słowackie Tatry juz wiesz, że auto jest w dobrym stanie technicznym. Ogrzewanie działa, masz swoje mobilne miejsce do spania z najlepszym widokiem na świecie. Po dwóch latach ciężkiej przeprawy wreszcie możesz spełniać swoje marzenia. Pogoda w tym roku jest wyjątkowo paskudna – od Bałtyku aż po Morze Śródziemne wieje, pada i piździ. Ale ty i tak już wiesz – jeszcze będzie wyprawa w tym roku. Przeraża cię fakt, że w sumie wydatki na kampera przekroczyły grubo 20 tysięcy. Ale z drugiej strony – zdobyte doświadczenie jest bezcenne. Już wiesz, że najważniejszą walutą na świecie jest czas, a spełnianie marzeń może nie wytrzymać w starciu z rzeczywistością. Twoje marzenia wygrały – kolejna bitwa w życiu, z której wychodzisz ledwo żywy, ale jednak – z nadzieją na lepsze. 

Gotowi do drogi

Gotowi do drogi