Zaczniemy banalnie – a może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Cóż – jeżeli potraktować to bardziej serio, to muszę Was zmartwić – bez pokaźnego kapitału lub napompowanej zdolności kredytowej możecie zapomnieć o wypasie owiec w Bieszczadach – nie stać Was, sorry – taki klimat. Dobra – sucharowy i lekko sarkastyczny wstęp mamy za sobą. Wejdźcie sobie na otodom albo inny olx i zobaczcie ceny działek i nieruchomości. No, to teraz już wiecie, że jak już chcecie rzucić wszystko, to nie ma opcji na Bieszczady. Polecam, no nie wiem… poszukać czegoś w Rumunii?

Do rzeczy. 

W planach był wyjazd po świętach, ale oczywiście początek grudnia to nie jest dobry moment na próbę zarezerwowania sobie domku na Sylwestra. Nawet w Bieszczadach. Nieważne jakim dysponujesz budżetem – nie ma miejsc. Nie ma i już. Wychodzi na to, że powinnam wiedzieć tak pół roku wcześniej, co chcę robić na Sylwestra – ale ja nie wiem, czemu mam wiedzieć? Skąd ja to mam wiedzieć, gdzie mnie wywieje za pół roku? Naprawdę wszyscy mają zaplanowane życie z półrocznym wyprzedzeniem? Ale po co?

Nieważne –  od 3 stycznia to już inna sprawa – wybieraj i przebieraj, wszyscy zwijają się 2 stycznia (z lekkim kacem pewnie)  z powrotem do swojego życia, więc Bieszczady znów odzyskują swój klimat. No właśnie – klimat… Zimą jest zimno. I powinno być zimno. Ale serio? Prognoza na -30 nas nie zraziła, ale informacja o odczuwalnej temperaturze -40 troszkę hmm… Ochłodziła zapał. Ale to tylko prognoza, nie? Nie będzie tak źle, prognozy z definicji się nie sprawdzają. Tak – rekord zimna w Polsce dopadł nas w Bieszczadach, a prognoza okazała się przeraźliwie zimną rzeczywistością. Tak nie pizgało nawet w Suwałkach ( i wiem co mówię – zdarzyło się w moim życiorysie mieszkać od Suwałk całkiem niedaleko, przez pół roku zimy, więc wiem co to ZIMA*).

Przyjechaliśmy z łagodnym -8, a żegnało nas -28 (w Cisnej konkretnie) – po drodze przetrwaliśmy dwa dni śnieżycy. Kurde – Ned Stark powinien wyjechać w Bieszczady – przeszłoby mu kompletnie z tym „Winter is coming”.  Poza tym, że moje kości będą pewnie pamiętać tę pizgawicę do emerytury (haha), to było całkiem zajebiście. Dwa pierwsze dni tak waliło śniegiem, że nie było widać gór, a domek znajdował się w Smerku – małej miejscowości otoczonej przez góry (między Cisną, a Wetliną). Potem wiadomo – było zimno. Potwornie zimno. Oczywiście nie byliśmy kompletnie przygotowani na wyjście w góry (nie, kubki termiczne nie są wystarczającym sprzętem do zdobywania połonin zimą), moje martensy się rozwaliły, więc zostałam w Vagabondach na 10cm platformie (to są naprawdę wygodne buty, tylko trochę… hmm… Chyba nie nadają się na brodzenie w śniegu), no i wspominałam już, że było zimno? Oto dokumentacja – pierwsze dwa dni: 

*Wszyscy wiedzą, że ZIMA w Suwałkach trwa pół roku, nie? 

bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny

I dnia trzeciego wyszło słońce… I wreszcie okazało się, że faktycznie – jesteśmy w Bieszczadach:

 

bieszczady zima połonina caryńska
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połoniny
bieszczady zima połonina caryńska
bieszczady zima połonina caryńska

Żeby nie przeładować wpisu, reszta zdjęć w kolejnym poście o tu