To są kolejne trzy dni jakie spędziliśmy w Bieszczadach. Byliśmy kompletnie nieprzygotowani, ja byłam przeziębiona, ale daliśmy radę – tam gdzie dało się wjechać samochodem, tam wjechaliśmy. Nie mamy 4x4 – jeździmy małym autkiem klasy B, ba – nie mieliśmy nawet łańcuchów. Ale okazało się za to, co to jest kontrola trakcji I po co. Bo do tej pory to nam się wydawało, że to tylko kolejny punkt w katalogu producenta aut do odhaczenia ptaszkiem. No wiecie, te opcje dodatkowe. No, ale – przeżyliśmy 😉 I mam dowody:

Na zakończenie kilka bardziej impresyjnych ujęć: